Tony's Skye

Tony's Skye

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział szósty

Jej rodzice nie byli zadowoleni. Osiem lat starszy, muzyk, bez wykształcenia. Która matka cieszyłaby się, gdyby taki chłopak zainteresował się jej córką? No i jeszcze te długie włosy! Ostatni argument bawił Ione, na pozostałe nie miała odpowiedzi. Zgodzili się jednak. „Jest jeszcze młoda, niech się bawi” mówiła Jane mężowi, gdy zasiedli wieczorem na kanapie przy lampce czerwonego wina i puszczonej w tle, na starym gramofonie, który Jane dostała na szesnaste urodziny, płycie Franka Sinatry. „To zwykła wakacyjna miłość, aura sprzyja zauroczeniu. W październiku zacznie studia i jej przejdzie”. Wciąż nastawiony dość sceptycznie Peter pokiwał powoli głową. Doświadczenie nauczyło go, że żona zazwyczaj ma rację.

*

O dziwo przybył punktualnie. Zważając na to, jak roztrzepaną był osobą, musiało mu zależeć. Ione dyskretnie obserwowała go z okna, widziała, jak podjechał swoim starym, ciemnoszarym chevy'm. Natychmiast pobiegła po torebkę. Gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi położyła rękę na klamce i rzuciła siedzącym w salonie rodzicom krótkie:

 - To ja już lecę, nie wrócę późno.

Otworzyła drzwi stojąc tyłem, gdy się odwracała sukienka i kasztanowe włosy wspólnie zafalowały.
Tony stał zafascynowany. Miał na sobie czarne spodnie i bawełnianą koszulę w czarno - bordową kratę. Rękawy podwinął do łokci, na nadgarstku zauważyła srebrny zegarek. Całą szykowność stylizacji przełamywały czerwone trampki z narysowaną na nosku prawego buta gwiazdą Dawida.

 - Hej, piękna. - cmoknął ją lekko w policzek. - Zapraszam do karocy.

Z bliska chevy prezentował się nieco gorzej. Miał pełno rys, przy kole z lewej strony było widać wgniecenie. Braki wizualne rekompensowały jednak wygodne i miękki, granatowe fotele.
Jechali już od kilku minut. W odtwarzaczu leciała kaseta z piosenkami Ramones. Gdy nagle zabrzmiały pierwsze tony „Rockaway Beach” Ione zaczęła śpiewać razem z wokalistą. Po chwili jednak umilkła, zawstydzona wybuchem tego niespodziewanego entuzjazmu. Tony tylko spojrzał na nią z uśmiechem i sam zaczął wtórować wokaliście. Barwa jego głosu była niesamowita, zupełni inne niż wszystkie, trudno było ją jakkolwiek określić. W dolnych tonacjach wypadał świetnie, miał jednak małe problemy z wyższymi dźwiękami.
I tak cała droga do restauracji minęła im na wspólnym śpiewaniu.


*

Gdy zatrzymali się pod jedyną w tej okolicy francuską restauracją „Le chateau” Tony zgasił silnik chevy'ego i zapytał:

 - Mam nadzieję, że sprostałem wyzwaniu.

Siedzieli w restauracji przy pięknie przystrojonym lawendą, która wprowadzała w ich świat trochę Prowansji, stoliku, zajadali się przepysznym ratatouille i rozmawiali o wszystkim. O Flea, o Maru, o tym, jak spędzili wakacje, o swoim dzieciństwie, o zespole, o Johnie. Gdy tylko Ione zadzwoniła do Maru, że w sobotę widzi się z Tony'm, przyjaciółka poprosiła, żeby wypytała go trochę o jej nowy obiekt intensywnego zainteresowania.

 - Jak John znalazł się w zespole? Mówiłeś przecież, że założyliście go z Flea, Hillelem i Jack'iem...
 - John pojawił się po odejściu Hillela.

Jego twarz zasłoniła kurtyna smutku. „Och, pewnie się pokłócili czy coś” pomyślała Ione. Zauważyła, że jest to dla niego drażliwy temat, nie poruszał go więcej.
Nawet się nie zorientowali, jak szybko minął im czas. Gdy wybiła 23 zdecydowali, że pora już wrócić do domu.
Byli znów na Courtney Avenue.

 - Dzięki, to był naprawdę miły i przepyszny wieczór. - rzekła.
 - Cała przyjemność po mojej stronie. - odparł i nachylił się, jakby chciał ją pocałować.

O tak, chciała tego. Przez połowę tego wieczoru marzyła, by móc dotknąć tych miękkich, ciepłych ust. Marzenie się jednak nie spełniło, cofnął się nagle zmieszany. Już wcześniej to dostrzegła, kiedy wydawało jej się, że chce ująć jej dłoń. Wyglądał, jakby toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Gasił natychmiast każdy odruch czułości. Zapytała go wprost, o co chodzi. Nie lubiła niedomówień i niejasnych sytuacji.

 - Chodzi o to, że... - zawahał się. - Bardzo mi się podobasz, i to jest problem.

Spojrzała na niego z wyrazem niezrozumienia. Gdzie on tu widzi problem?

 - Bo, widzisz, ja nie jestem dobrym ani grzecznym chłopcem.


Jego oczy rozświetlił niepokojący błysk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz