Miał
na sobie długie, ciemne jeansy. Na czarną koszulkę założył
skórzaną kurtkę, do której, co dość nietypowe, przyklejone były
dwa kubki. Włosy miał związane w kucyk, czerwoną bejsbolówkę
odwrócił daszkiem do tyłu. Wyglądał tak męsko i chłopięco
zarazem.
Dopiero
gdy na niego spojrzała poczuła, że jest jej zimno. Miała na sobie
szorty i biały t-shirt. Gałęzie drzew poruszały się lekko w
rytmie chłodnego wiatru.
- Hej.
Chyba ci trochę zimno, co?
Sięgnął
po leżący na oparciu ławki koc w kratę i opatulił jej ramiona.
Ten gest był bardzo delikatny i czuły. Ciepły.
- Hej.
- odpowiedziała. - Co tu robisz?
- Wpadłem
tylko na chwilę. Właśnie idę na próbę. - wskazał na trzymane
w dłoni kartki, całe zapisane dużymi, okrągłymi literami. -
Napisałem nowy tekst, chcę go pokazać chłopakom.
- A
ja też mogę zerknąć? - zapytała i wyciągnęła rękę po
kartki. Już musnęła papier palcem, ale w ostatniej chwili jej go
wyrwał. Spojrzał na nią rozbawiony:
- Nie,
jeszcze nie. Ogramy kawałek i później mogę ci go zaśpiewać.
Pasuje?
- Ok,
pasuje.
Zlustrował
ją wzrokiem, w jego oczach zaczaiło się lekkie zdziwienie.
Dostrzegła to.
- Na
co dzień wyglądam inaczej. Mam nadzieję, że ci to nie
przeszkadza.
- Nie,
no co ty, wyglądasz bardzo ładnie. Ja zresztą też wyglądam
inaczej niż w dniu naszego pierwszego spotkania. Wiesz – nachylił
się konspiracyjnie i szepnął – na co dzień się ubieram.
Wybuchnęła
gromkim śmiechem. Dopiero po dłuższej chwili się uspokoiła.
Kontynuował:
- Wpadłem,
bo pomyślałem sobie, że moglibyśmy gdzieś razem wyskoczyć coś
zjeść... Może być jutro o siódmej?
- Tak,
siódma jest ok.
- To
świetnie, przyjdę po ciebie.
Już
był na schodach, gdy Ione krzyknęła:
- Jeszcze
jedno, jestem wegetarianką – podwyższyła mu tym poprzeczkę, w
Kraju Hamburgerów trudno było znaleźć dobrą knajpę z
wegetariańskim jedzeniem.
- Wow,
wyzwanie. Lubię wyzwania – uśmiechnął się łobuzersko.
I
tak nagle jak się pojawił, nagle zniknął.
Ione
wróciła do lektury, lecz trudniej jej się było teraz skupić. Już
wybierała w swojej głowie dodatki do nowej sukienki. Lewin długo
nic nie mógł powiedzieć, nie tyle dlatego, że obawiał się
zepsuć słowem podniosłość swych uczuć, ale raczej dlatego, że
ilekroć chciał coś rzec, czuł, że mu zamiast słów popłyną
łzy radości. Wziął jej rękę i pocałował.
- Czy
to może być prawda? - głos jego był bezdźwięczny. - Nie mogę
uwierzyć, że mnie kochasz!
Uśmiechnęła
się na słowo „ty” i nad śmiałością, z jaką spojrzał na
nią.
- Tak!
- wyrzekła powoli, z przekonaniem. - Taka jestem szczęśliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz