Tony's Skye

Tony's Skye

niedziela, 11 października 2015

Rozdział piąty

Miał na sobie długie, ciemne jeansy. Na czarną koszulkę założył skórzaną kurtkę, do której, co dość nietypowe, przyklejone były dwa kubki. Włosy miał związane w kucyk, czerwoną bejsbolówkę odwrócił daszkiem do tyłu. Wyglądał tak męsko i chłopięco zarazem.
Dopiero gdy na niego spojrzała poczuła, że jest jej zimno. Miała na sobie szorty i biały t-shirt. Gałęzie drzew poruszały się lekko w rytmie chłodnego wiatru.

 - Hej. Chyba ci trochę zimno, co?
Sięgnął po leżący na oparciu ławki koc w kratę i opatulił jej ramiona. Ten gest był bardzo delikatny i czuły. Ciepły.

 - Hej. - odpowiedziała. - Co tu robisz?
 - Wpadłem tylko na chwilę. Właśnie idę na próbę. - wskazał na trzymane w dłoni kartki, całe zapisane dużymi, okrągłymi literami. - Napisałem nowy tekst, chcę go pokazać chłopakom.
 - A ja też mogę zerknąć? - zapytała i wyciągnęła rękę po kartki. Już musnęła papier palcem, ale w ostatniej chwili jej go wyrwał. Spojrzał na nią rozbawiony:
 - Nie, jeszcze nie. Ogramy kawałek i później mogę ci go zaśpiewać. Pasuje?
 - Ok, pasuje.

Zlustrował ją wzrokiem, w jego oczach zaczaiło się lekkie zdziwienie. Dostrzegła to.

 - Na co dzień wyglądam inaczej. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza.
 - Nie, no co ty, wyglądasz bardzo ładnie. Ja zresztą też wyglądam inaczej niż w dniu naszego pierwszego spotkania. Wiesz – nachylił się konspiracyjnie i szepnął – na co dzień się ubieram.

Wybuchnęła gromkim śmiechem. Dopiero po dłuższej chwili się uspokoiła. Kontynuował:

 - Wpadłem, bo pomyślałem sobie, że moglibyśmy gdzieś razem wyskoczyć coś zjeść... Może być jutro o siódmej?
 - Tak, siódma jest ok.
 - To świetnie, przyjdę po ciebie.

Już był na schodach, gdy Ione krzyknęła:

 - Jeszcze jedno, jestem wegetarianką – podwyższyła mu tym poprzeczkę, w Kraju Hamburgerów trudno było znaleźć dobrą knajpę z wegetariańskim jedzeniem.
 - Wow, wyzwanie. Lubię wyzwania – uśmiechnął się łobuzersko.

I tak nagle jak się pojawił, nagle zniknął.
Ione wróciła do lektury, lecz trudniej jej się było teraz skupić. Już wybierała w swojej głowie dodatki do nowej sukienki. Lewin długo nic nie mógł powiedzieć, nie tyle dlatego, że obawiał się zepsuć słowem podniosłość swych uczuć, ale raczej dlatego, że ilekroć chciał coś rzec, czuł, że mu zamiast słów popłyną łzy radości. Wziął jej rękę i pocałował.
 - Czy to może być prawda? - głos jego był bezdźwięczny. - Nie mogę uwierzyć, że mnie kochasz!
Uśmiechnęła się na słowo „ty” i nad śmiałością, z jaką spojrzał na nią.
 - Tak! - wyrzekła powoli, z przekonaniem. - Taka jestem szczęśliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz