Tony's Skye

Tony's Skye

wtorek, 13 października 2015

Rozdział siódmy

Chodził w tę i we w tę po przestronnym salonie swojego nowego mieszkania. Czasem siedząc na kanapie zastanawiał się, jak krętą ścieżką wije się życie. Jeszcze całkiem niedawno nie miał dachu nad głową, sypiał u Flea, a czasem nawet we własnym samochodzie. Nie miał pracy, pieniędzy, a po rzuceniu studiów ani perspektyw, ani nadziei. Teraz zaś wydał z zespołem trzy płyty, właśnie byli w trakcie nagrywania materiału na czwarty krążek. Mieszkał w pięknym domu urządzonym a stylu art deco, położonym w jednej z najlepszych dzielnic Los Angeles.
Była trzecia w nocy. Chodził w tę i z powrotem obok okna, przez które przebijający się blask księżyca tworzył na mahoniowej podłodze srebrne, pionowe pasy oświetlające jego bose stopy. Spojrzał na znajdujące się w oddali wzniesienie. Spojrzał na te samochody, które mimo późnej godziny wciąż krążyły po ulicach. I po raz kolejny zdał sobie sprawę z tego, jak ogromną więź czuł z tym miastem, które nigdy nie śpi.
Trwał w tym stanie już od dwóch godzin. Próbował wcześniej zasnąć, ale jedynie przewracał się z boku na bok. Tak było zawsze. Gdy tylko jakiś problem zaczynał go trapić, natychmiast przybywały jakieś nieznane demony i odbierały mu słodkie opary regenerującego snu.
Bił się z myślami, musiał podjąć jakąś decyzję. Najgorsze było, że nawet nie miał się do kogo zwrócić, był piątek – o tej porze Flea i John byli pewnie na jakiejś imprezie, zataczając się od ilości alkoholu we krwi i zarywając do coraz to nowych dziewczyn, których, chętnych i odważnych, było w takich miejscach na pęczki.
Cholera. I co ja mam zrobić? Przecież gdy tylko dowie się prawdy nie będzie chciała więcej się ze mną spotkać. Ale nie mogę tego ukrywać. Na pewno wyjdzie, bo zawsze wychodzi. A wtedy będzie rozczarowana i rozgoryczona, że tyle czasu ją okłamywałem. A tego nie chciał. Nie liczył już, w ilu był związkach. Świadomy tego, jak działa na kobiety, nigdy nie miał problemów ze znalezieniem partnerki na jedną lub kilka nocy. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że się nimi bawi. Uwodził, wykorzystywał i porzucał. Nie ukrywał tego, był istotą seksualną i uznawał to za rzecz zupełnie normalną. Jednak każdy, kto znał go lepiej, wiedział, że jest to objaw swego rodzaju desperacji. Tony był pełen miłości, jak zwykła mawiać jego mama. I usilnie starał się odnaleźć tę osobę, z którą mógłby się nią podzielić. Czuł, że Ione była właśnie tą osobą. Piękna w swojej naturalności, potrafiła oczarować go jednym błyskiem swoich roześmianych oczu. Świetnie im się także rozmawiało. Musiał przyznać, że jeszcze w towarzystwie żadnej ze swoich byłych nie czuł się od samego początku tak dobrze. I w ten sposób zrozumiał. Musi jej powiedzieć. Albo zrozumie, albo nie. Ale oszukiwać jej nie może, zdecydowanie na to nie zasługiwała.
Szybkim krokiem udał się do sypialni, wciągnął jeansy, założył koszulkę i narzucił swoją jedyną, czarną skórzaną kurtkę. Z leżącego na stole notatnika wyrwał kartkę, na której szybkimi ruchami napisał kilka słów. Wsadził ją do kieszeni i wyszedł z domu.
Jego twarz natychmiast owionęło zimne, nocne powietrze. Było rześkie i oczyszczające. Do domu Ione było jakieś 15 minut spacerem. Nie przeszkadzało mu to jednak. W trakcie tej przechadzki rozglądał się po ulicach. Uwielbiał Los Angeles nocą. Mimo, że nigdy nie zamierało, to po zmroku było jednak znacznie spokojniej. Mógł podziwiać dominującą symetrię, która dodawała jego mieszkańcom swoistego poczucia stabilizacji. I wsłuchać się w swoje myśli.
Pół godziny później, po powrocie do domu rozebrał się i wskoczył do łóżka. Podjęcie decyzji przerwało błędne koło dylematów. Zasnął, kiedy tylko zamknął powieki.
W skrzynce na listy przy Courtney Avenue 127 znajdowała się pokryta okrągłymi literami kartka:

Chciałbym podzielić się z tobą tym, co mnie trapi. Wierzę, że zasługujesz na to. Przyjdź wieczorem. King Road 1464.

                                                                                                     Tony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz