Tony's Skye

Tony's Skye

środa, 14 października 2015

Rozdział ósmy

Miała już tego dość. Bolała ją głowa i była wyczerpana. Po powrocie do domu z kolacji z Tony'm natychmiast udała się do swojego pokoju. Jane domyśliła się, że coś jest nie w porządku, córka chętnie opowiadała jej co robiła i czy dobrze się bawiła. Teraz najwidoczniej coś ją trapiło. Jane postanowiła jednak, że nie będzie jej przeszkadzać. Ufała swojemu dziecku i wiedziała, że prędzej czy później zwróci się do niej o pomoc.
Całą noc nie mogła zasnąć. Leżała na wznak i niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w sufit. Jej głowę wypełniała gonitwa myśli.
Cholera. I co ja mam zrobić? Powiedział, że niej jest dobrym chłopcem. I co to oznacza? W sumie może wszystko... A co jeśli jest przestępcą? Albo go ścigają? Albo jest członkiem jakiejś mafii? Jej umysł wypełniały coraz to nowe fantastyczne wizje. A każda kolejna była coraz bardziej abstrakcyjna. Jedno było pewne. Wiedziała, że wpadła. Wiedziała, że jeśli go odtrąci będzie cierpieć. A co jeśli zrobi mi krzywdę? Jeśli jest psychopatą? Wreszcie zdecydowała. Pójdzie jutro do niego i zapyta się wprost, dlaczego on uważa, że nie powinni być razem. Tylko jak ja to zrobię skoro nie znam jego adresu?
Wreszcie jej wycieńczony do granic mózg nie wytrzymał. Zasnęła płytkim, przerywanym snem dopiero koło czwartej nad ranem.
Kiedy wstała i poszła do kuchni zobaczyła na stole kartkę. Pismo Tony'ego, pomyślała. Jednak mina siedzącej obok matki popijającej poranną kawę sprawiła, że natychmiast zalała ją fala niepokoju. Podniosła i liścik i powoli go przeczytała. Po przetrawieniu zawartych w nim słów uniosła wzrok i spojrzała na Jane.

 - Nawet nie myśl, że gdziekolwiek pójdziesz. Jest od ciebie starszy, a jeszcze chce obarczać cię swoimi problemami. - wystrzeliła z siebie jak karabin matka Ione. I wyszła z kuchni, nie dając córce szans na zabranie głosu.

Cały dzień spędziły na kłótniach. Jane była nieustępliwa. Wykończona bezsenną nocą, ciągłym rozmyślaniem i sporami Ione zaszyła się w swoim pokoju
Jane nie zamknęła jej, nie zrobiła nic więcej, żeby powstrzymać ją od spotkania z tym chłopakiem. Zawsze szczyciła się, że ma tak dobre kontakty z córką. A jednocześnie wiedziała, jak silny ma autorytet. Ione nigdy nie sprzeciwiła się matce. Była grzeczną dziewczynką.
Aż do teraz. Około dwudziestej drugiej Ione po cichu włożyła swoją jeansową kurtkę i stare, czarne trampki. Powzięła jedną z najodważniejszych decyzji w swoim życiu. Był to pierwszy przejaw jakiegokolwiek buntu z jej strony. Wiedziała, że jest to koniec pewnego rozdziału. Chyba jeszcze nigdy nie zawiodła swojej matki, którą naprawdę i szczerze kochała. Jednak myśl, że Tony chce jej wszystko wyjaśnić była silniejsza. Mobilizowała ją do działania. Oprócz tego przypomniała sobie słowa Maru, która potrafiła stale rzucać jakimiś złotymi myślami. O dziwo, zawsze były trafione. Nie pozwól odebrać sobie marzenia.

Siedząca na kanapie w salonie Jane usłyszała jedynie delikatne zamknięcie drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz