Miała
już tego dość. Bolała ją głowa i była wyczerpana. Po powrocie
do domu z kolacji z Tony'm natychmiast udała się do swojego pokoju.
Jane domyśliła się, że coś jest nie w porządku, córka chętnie
opowiadała jej co robiła i czy dobrze się bawiła. Teraz
najwidoczniej coś ją trapiło. Jane postanowiła jednak, że nie
będzie jej przeszkadzać. Ufała swojemu dziecku i wiedziała, że
prędzej czy później zwróci się do niej o pomoc.
Całą
noc nie mogła zasnąć. Leżała na wznak i niewidzącym wzrokiem
wpatrywała się w sufit. Jej głowę wypełniała gonitwa myśli.
Cholera.
I co ja mam zrobić? Powiedział, że niej jest dobrym chłopcem. I
co to oznacza? W sumie może wszystko... A co jeśli jest przestępcą?
Albo go ścigają? Albo jest członkiem jakiejś mafii? Jej umysł
wypełniały coraz to nowe fantastyczne wizje. A każda kolejna była
coraz bardziej abstrakcyjna. Jedno było pewne. Wiedziała, że
wpadła. Wiedziała, że jeśli go odtrąci będzie cierpieć. A
co jeśli zrobi mi krzywdę? Jeśli jest psychopatą? Wreszcie
zdecydowała. Pójdzie jutro do niego i zapyta się wprost, dlaczego
on uważa, że nie powinni być razem. Tylko jak ja to zrobię
skoro nie znam jego adresu?
Wreszcie
jej wycieńczony do granic mózg nie wytrzymał. Zasnęła płytkim,
przerywanym snem dopiero koło czwartej nad ranem.
Kiedy
wstała i poszła do kuchni zobaczyła na stole kartkę. Pismo
Tony'ego, pomyślała. Jednak mina siedzącej obok matki
popijającej poranną kawę sprawiła, że natychmiast zalała ją
fala niepokoju. Podniosła i liścik i powoli go przeczytała. Po
przetrawieniu zawartych w nim słów uniosła wzrok i spojrzała na
Jane.
- Nawet
nie myśl, że gdziekolwiek pójdziesz. Jest od ciebie starszy, a
jeszcze chce obarczać cię swoimi problemami. - wystrzeliła z
siebie jak karabin matka Ione. I wyszła z kuchni, nie dając córce
szans na zabranie głosu.
Cały
dzień spędziły na kłótniach. Jane była nieustępliwa.
Wykończona bezsenną nocą, ciągłym rozmyślaniem i sporami Ione
zaszyła się w swoim pokoju
Jane
nie zamknęła jej, nie zrobiła nic więcej, żeby powstrzymać ją
od spotkania z tym chłopakiem. Zawsze szczyciła się, że ma tak
dobre kontakty z córką. A jednocześnie wiedziała, jak silny ma
autorytet. Ione nigdy nie sprzeciwiła się matce. Była grzeczną
dziewczynką.
Aż
do teraz. Około dwudziestej drugiej Ione po cichu włożyła swoją
jeansową kurtkę i stare, czarne trampki. Powzięła jedną z
najodważniejszych decyzji w swoim życiu. Był to pierwszy przejaw
jakiegokolwiek buntu z jej strony. Wiedziała, że jest to koniec
pewnego rozdziału. Chyba jeszcze nigdy nie zawiodła swojej matki,
którą naprawdę i szczerze kochała. Jednak myśl, że Tony chce
jej wszystko wyjaśnić była silniejsza. Mobilizowała ją do
działania. Oprócz tego przypomniała sobie słowa Maru, która
potrafiła stale rzucać jakimiś złotymi myślami. O dziwo, zawsze
były trafione. Nie pozwól odebrać sobie marzenia.
Siedząca
na kanapie w salonie Jane usłyszała jedynie delikatne zamknięcie
drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz