Tony's Skye

Tony's Skye

środa, 7 października 2015

Rozdział pierwszy


Zmierzały w dół Sunset Boulevard. Zrezygnowały dziś z samochodu, jej cadillac, w kolorze wściekło - kanarkowym, którego dostała dwa dni temu od rodziców, stał teraz zaparkowany przed ich domem przy Courtney Avenue. Ulice były wręcz zalane ludźmi. Wszelakiego rodzaju. Było tu pełno punków, zmierzchających hipisów, ludzi młodych i tych podchodzących pod trzydziestkę, ludzi zupełnie zwyczajnych i niczym nie wyróżniających się i pełno najróżniejszych freaków, bo innym słowem nie można ich było określić. Dziś, tego jedynego dnia, ona także się do nich zaliczała. Był 21 sierpnia, jej osiemnaste urodziny. Z tej okazji wybrały się razem z jej najlepszą przyjaciółką, Maru, na miasto. I choć na co dzień nosiła jeansy, trampki i t-shirty, bo przede wszystkim stawiała na wygodę, dziś wszystkie głowy się za nią odwracały.
Miała na sobie zwiewną, burgundową sukienkę do kolan i zawiązywane na rzemyki sandały. Głęboko turkusowy cień do powiek i pociągnięte czarną maskarą rzęsy natychmiast przykuwały wzrok przechodniów do jej szaro - błękitnych oczu. Ramiona zostały pokryte fantazyjnymi malunkami stworzonymi przez Maru, która swój talent plastyczny mogła udowodnić na wszystkim, niezależnie od powierzchni i narzędzi, jakimi się posługiwała. W październiku zaczynała drugi rok na The Academy of Art University, Ione uwielbiała jej prace, była więc dumna mogąc być żywym płótnem. Na głowie zaś królowała opaska, za którą powsadzane były różnobarwne pióra. Dziś, w ten szczególny dzień stała się kolorowym ptakiem.
Zmierzały więc w dół Sunset Boulevard zastanawiając się, do którego klubu zajrzeć.

 - Przed Whisky a Go Go ustawił się pokaźny tłum, mają pewnie niezły band na wieczór, zapowiada się niezła impreza – zauważyła rezolutnie Maru.
 - Whisky? Ale przecież to jest klub ze striptizem! Nie sądzisz, że to trochę niewłaściwe... - zaoponowała Ione.
 - Och, daj spokój, Criss mówił, że są tu niezłe koncerty. A poza tym masz już 18 lat, więc widok nagiej kobiety nie zrobi na tobie większego wrażenia, nie?

Nie protestowała, w kwestii imprez i dobrej zabawy wolała zaufać komuś innemu, w sumie urodziny to była dla niej jedyna okazja do świętowania, nie była więc zbytnio doświadczona.
Ustawiły się w kolejce zaraz za ubranym na czarno rodzeństwem. Dziewczyna żywiołowo opowiadało o czymś bratu, dodając do tej opowieści trochę zbyt przerysowaną gestykulację. Stojący obok brat, mierzący prawie dwa metry, wpatrywał się przed siebie, zdawał się jej nie słuchać. Aczkolwiek zmieniał trochę rytm jej wypowiedzi, wtrącając pojedyncze zdania swoim niskim barytonem. Rozprawiali o muzyce, funku i Georgu Clintonie. Ione podsłuchiwała ich rozmowę. Uwielbiała jakby zagłębiać się w życie innych. Zastanawiała się wtedy kim są, o czym marzą, jakie mają problemy czy plany na wieczór. Jej głowa pełna była takich fantastycznych scenariuszy dotyczących innych, i jej samej też. Nie trwało to jednak długo, kolejka przesuwała się całkiem sprawnie i już po około pięciu minutach były w środku.
Przed sceną było jednak pusto, wszyscy czekający udali się do baru. Ione rzuciła Maru pytające spojrzenie.

 - Już czytam w twoich myślach. Otóż gdy ty stałaś wgapiona w tamtych ludzi ja zrobiłam mały rekonesans. No dobra, po prostu odwróciłam się do chłopaka, który stał z nami i się dowiedziałam, że....
 - Że?
 - Że dziś gwiazdą wieczoru będzie The Black Flag! - odpowiedziała Maru, nazwę zespołu wręcz wykrzykując, co jednak w tak tłumnym miejscu nie robiło różnicy.
 - Wow, to świetnie! - ucieszyła się Ione. Jej przyjaciółka uwielbiała Black Flag, cieszyła się więc jej szczęściem. - No ale dlaczego jest tu tak pusto?
 - Bo BF grają dopiero za godzinę, zaraz wyjdzie ich suport. Red Hot Chili Peppers. Nie znam ich, a ty?

Ione pokręciła przecząco głową. Artystka ruszyła za tłumem do baru, Ione zaś udała się pod scenę. Nie przepadała za alkoholem, zawsze mając do wyboru to lub muzykę, wybierała opcję numer dwa.
Stanęła więc między dziewczyną a chłopakiem, którzy w ogóle tu nie pasowali. Ona, cała w ćwiekach i czarnej skórze wyglądała, jakby urwała się z black metalowego koncertu. On zaś jakby nie zdążył się przebrać po pracy – miał na sobie zaprasowane w kant jasnobeżowe spodnie i białą koszulę w jasnobeżowe paski. Dobrze chociaż, że pierwszy guzik koszuli był rozpięty. „Ok, niech tak będzie” pomyślała. Przyjmowała życie takim jakim jest, łatwo się zachwycała, ale mało było rzeczy, które ją dziwiły. Oprócz tego, co się właśnie działo.
Światła lekko przygasły i nagle na scenę wyskoczyli czterej mężczyźni. Nago. Prawie. W pierwszym momencie szeroko otworzyła oczy „O co tu chodzi?” pomyślała. Ich jedynym ubraniem były białe, długie skarpetki, które osłaniały „najważniejszą część męskiego ciała”. Ich twarze jednak nie wyrażały żadnego skrępowania. Natychmiast zaczęli grać bardzo energetyczny i porywający do tańca kawałek. Gdy pierwszy szok minął, Ione, zafascynowana tą niesamowitą muzyką, zaczęła szaleć i skakać, partnerując frontmanowi, któremu skromne odzienie nie przeszkadzało wirować po całej scenie. Gdy utwór zbliżał się do bridge'u dostrzegł ją. Nawiązali ten krótki kontakt wzrokowy. I szaleli tak przez cały występ. Ona tu na dole, pośród wszystkich małolatów, którzy przyszli tu, żeby wykorzystać do granic możliwości zbliżające się ku końcowi lato. On tam na górze, pośród muzyków spełniał swój amerykański sen.
Radość, którą odczuwał tworzyła wokół niego namacalną wręcz aurę, którą Ione chłonęła całą sobą. I już wiedziała, że wpadła. Wręcz utopiła się w tych gorzko - czekoladowych oczach. Uwielbiała takich ludzi, którzy przeżywali każdą chwilę w 200%.
Gdy ten krótki set się skończył muzycy zeszli ze sceny. Dopiero gdy płynąca z głośników muzyka ucichła, obudziła się. Odwróciła głowę i ujrzała tłum, którego jeszcze przed chwilą tu nie było. Po jej lewej stronie stała Maru.

 - O matko, jak ty wyglądasz! Oczy ci się błyszczą jakby były ze szkła. Musisz do niego podejść!
 - Co?
 - No idź! Wyszli tamtymi drzwiami – wskazała jej wyjście po prawej koło sceny – łap swoją szansę, bo może się już nie powtórzyć. No i przecież dzisiaj są twoje urodziny, więc wszystko się może zdarzyć. - Maru uśmiechnęła się znacząco i lekko pchnęła przyjaciółkę we wskazanym kierunku.

Dopiero to zerwało z Ione chmurę letargu, w której się zanurzyła i ruszyła, stawiając swoimi drobnymi stopami powolne kroki. Odległość nie była duża, więc już po chwili stała przed drzwiami z naklejoną kartką ”Garderoba”. Wzięła głęboki wdech. Jej usta mimowolnie przystroiły się w najpiękniejszy, bo wychodzący ze środka, z wewnętrznej radości, która wypełniała ją aż po koniuszki palców i podniecenia rozpalającego jej policzki, uśmiech. Położyła dłoń na zimnej, chromowanej klamce i nacisnęła ją nieśmiało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz